piątek, 19 stycznia 2018

1846/ Wieczorową porą...

Po wieczornej Liturgii Słowa, oczom obecnych ukazuje się
biała liturgia śniegu, cicha liturgia drzew odzianych w biały puch,
dostojna liturgia zimy otoczonej powagą chwili...
Nie mogłam przejść obojętnie obok; tak cicho, biało, dostojnie wokół.
Życie wydało się spowolnić, czas na chwilę zatrzymać...
Trudno ubrać w słowa odczucia towarzyszące mi w tych okolicznościach natury.







  

 Ten sam kawałek ziemi w dwu odsłonach- ciemności

i jasności, wydaje się być opuszczony w pośpiechu...

Ławeczka, na której nikt nie przysiądzie...





Spokój płynący z bieli i ta cudowność otoczenia, spowodowała, 
że nie specjalnie spieszyło się nam do domów po Liturgii.
Każdy z nas chciał chłonąć w siebie ową ciszę i spokój, by mieć.... na potem;
na jutrzejsze starcie się z rzeczywistością- dla niektórych, brutalną...
Wszystkim Wam życzę owej ciszy i spokoju, na dziś, jutro i każdy następny dzień. 
Jadwiga

1877/ Noc moim sprzymierzeńcem...

Poczynione w nocy z grafikami; bezsennej nocy...  Grafiki w jakiś zastanawiający sposób namnażają się w domu; wynajduję je w resztkach ...

Czym oddycham :/