1777/ Ach ta natura...

 ...jak ja kocham takie wyprawy...
Czyż doznania zmysłowe są równie cudowne jak myśl?...
Kiedy czuję zapach cynamonu i wanilii, myślę o Bożym Narodzeniu..
Zapach palonych liści przywołuje wspomnienia młodzieńczych lat,
gdy przy ognisku spędzało się wieczory.
Zapach herbaty przywodzi wspomnienia Babci,
u której na piecu stał imbryk z wciąż świeżą esencją.
Zapach jabłek przenosi mnie do babcinej spiżarni,
gdzie na drewnianych półkach, na sianie, leżakowały kosztele.
Zapach mchu i paproci, natomiast, zaprasza do lasu...
I tak dzisiejszy dzień, a właściwie jego parę godzin,
spędziłam z Olą na grzybobraniu.
Ludzi sporo, bowiem to jeden z nielicznych, 
a może jedyny las w pobliżu mojego miasta,  
do którego nie ma zakazu wstępu;
nie zostało dotknięte nawałnicą...
Na przywitanie taki mieszkaniec;
buzi nie chciał, toteż nie wróciłam do domu z księciem  😛

Chętnych na takie okazy jak widać, wielu, 
ale w sumie wylądował w moim koszyku (czyt. wiaderku)

I dostojnie prężący się kozak...

Takich piękności nie za wiele- pochowały się zawstydzone ilością jadalnych.


Od dziecka niezmiennie zachwyca mnie bogactwo świata grzybów wszelkich.









 
 
Chciałoby się powiedzieć,że drzewa umierają stojąc.

Tu jednak wygląda na to, że życie się toczy 💔





 Takich "kładów" też parę napotkałyśmy,
jednak chyba padły ze starości, nie przez nawałnice
i sądząc po oględzinach, lata świetlne temu...


Ten widok ściągnął mnie w to miejsce z kilkunastu metrów;
z dala wyglądało na, jak te stworzonka uczepione dna wód 😉 
(rurkowce?) 
Aparat nie objął całej połaci.  

Nie brakowało też innych atrakcji, jak darmowego budulca 😧
Tony tego- 
uparciuch wybudowałby, trochę więcej, niż skromny domek...



...popijając źródlanką jakby z czasów PRL
A może był to fioletowy płyn, 
a lata świetlne spowodowały jego wyparowanie?...  

 Bardzo długi i nie zarośnięty korytarz, ciągnący się w głąb, 
zdradza, że "mieszkanko" ma swojego lokatora 😉

I kolejni mieszkańcy leśnej krainy;
pracowici, zapobiegliwi, troskliwi i wojowniczy...

Ale dość "oględzin" miejsca, pewnie jesteście ciekawi owoców wyprawy?...
Otóż...
prawie 1/4 wanny...

No... prawie robi wielką różnicę- 
po wtórnym przebraniu nadal spora miednica (czyt. micha).

Po "kosmetyce" niemal pełen kociołek...

I już są zawekowane... tylko nogi bolą 😒 
...a jutro czeka mnie kolejna wyprawa do Sue Ryder na badanie.
Za tydzień Babskie Spotkanie, 
toteż na "polowanie" wybierzemy się z Olą za 2 tygodnie.
Kto chętny z nami?...
Wasza Jadwiga

Popularne posty

1780/ Z odzysku...