1704/ Ramka po metamorfozie... :p

Dałam plamę... :p Powiadają, że nadgorliwość jest gorsza od faszyzmu.
Nigdy nie przestrzegałam tego powiedzenia, bowiem też nigdy nie miałam potrzeby poprawiać swoich prac, nawet wtedy, gdy zajmowałam się szyciem. Starałam się wszystko przemyśliwać, by nie pruć i nie szyć od nowa. Wolałam przyjąć mniej zamówień, ku zdziwieniu koleżanek po fachu, niż potem zarywać nocki na poprawki (niezapłacone zresztą), a i materiał po takich przejściach wygląda na umęczony, co sprowadza się do jakości gotowej sztuki. Zatem koleżanki zarabiały więcej, a dwie z nich do emerytury miały swoje biznesy, a ja, niestety, wypadłam z rynku usług krawieckich. Czy dzisiaj żałuję?... Niekoniecznie, bowiem dzięki temu miałam więcej czasu dla dzieci i rodziny i nie musiałam wciąż patrzeć na zegarek i terminarz... Wczoraj jednak złamałam zasadę gorliwości :p Zachciało mi się upiększyć dodatkowymi kwiatuszkami rameczkę poczynioną dzień wcześniej. Tak pięknie szło, póki niechcący nie dotknęłam rozgrzanym pistoletem na klej, siateczki biskupiej, czym zniszczyłam ową, a przy okazji i dwa kwiaty. Biskup nie byłby zadowolony :p Ot, nadgorliwość. 
Nie mogłam jednak pozostawić zdjęcia bez ramki i pustego miejsca na ścianie,toteż w te pędy poczyniłam na nowo... 
I oto ona, nie wiem, czy ładniejsza od tamtej, ale być musiała ;)

  
Przyszła też piękna karta do mojego albumu,
i kartka świąteczna, od Agatki z haftowanych pasji ;)

A także kartka od Basi z pięciu pór roku ;) <3 

Agatko i Basiu, serdecznie dziękuję za pamięć i Waszą obecność :) <3  
Dziękuję za obecność Was Wszystkich i życzę cudownej niedzieli :) <3 

Popularne posty

1789/ Craft Party...

1792/ Nie tylko babskie spotkanie...

1796/ Piątek- trzynastego...