1697/ Trochę pokory...

Taaa... Do tej pory byłam przekonana, że jak się zaprę; że jak będę na tyle zdeterminowana, to nie będzie dla mnie rzeczy niemożliwych do zrobienia. Jakże się myliłam wobec siebie. Widać, nie znałam dobrze siebie do tej pory, albo nie dopuszczałam innej myśli, niż tę, która stawiała mnie niemal na piedestale. No cóż, czas spojrzeć w lustro i spokornieć. Wspominałam Wam w jednym z poprzednich postów o szydełku. Hmmm... Niestety, za jego porzucenie lata temu, dziś mi się odwdzięcza tym samym i nie układa się odpowiednio w dłoni między palcami.:p Z kwiatuszków szydełkowych więc nici :p Kolejna sprawa to kwiatuszki papierowe. Odwiedzając Wasze blogi trafiłam u Dorotki na kursik, z pozoru łatwych do wykonania kwiatków. Z pozoru, bowiem te, które wykonałam gapiąc się kadr po kadrze na filmik, stwarzają pozory kwiatów. Nawet pręciki nie dodały im blasku :p Następna rzecz to podjęcie decyzji, po powrocie ze szpitala, o "reorganizacji", a właściwie, znacznym "zmniejszeniu" przydasi, których przez lata nagromadziłam nazbyt wiele, jak na moje możliwości twórcze. No cóż, na podjęciu decyzji się skończyło. A teraz spoglądam w ich stronę z niechęcią z perspektywy biurka, nie robiąc w tym względzie nic. Bowiem jak sobie pomyślę, że trzeba to wszystko wyjąć z półek, szuflad i szaf, poustawiać tak, by można było swobodnie się poruszać między nimi do fotografowania, potem z powrotem to wszystko pochować (być może się zmieści), to, prawdę mówiąc, odechciewa mi się. Przychodzi zatem taka refleksja, że być może ta choroba była mi po coś dana. Niewątpliwie, znacznie mnie ogranicza na każdym froncie :p Ale dość utyskiwania. Przyszłam dziś do Was z wykończonym notesem, poczynionym na ostatnim babskim spotkaniu z okładką przyozdobioną metalowymi elementami: kluczyk, róża, zegar, narożniki. Rurka zaś papierowa.  











Niestety, kwiatkami nie mogę się pochwalić, bo pomimo szczerych chęci ich poczynienia, wyszły mi maszkarki po godzinnym składaniu metodą prób i błędów, póki skończył mi się arkusz brystolu. Z całej zabawy jedynie parę można by uznać za dopuszczalne do zdobienia pracy, a tylko trzy do sfotografowania, by się nie zarumienić  :p Oto i one. 





Mięciutka mata, widelec, klej, końcówka długopisu- wszystko w zasięgu ręki jak u Dorotki, 
ale w moich łapkach "narzędzia" nie sprawdziły się, jak i nie sprawdziły się same łapki :p 

Popularne posty

1786/ Niekończąca się kartka- jak zrobić...

1789/ Craft Party...

1792/ Nie tylko babskie spotkanie...