1696/ Przed i po...

Napotykając na początku marca wyzwanie u Uli, zapragnęłam dołączyć do niego, pobierając banerek na pasek boczny; dla pamięci. Problem stanowiły materiały z BloomCraft, których już nie miałam, po wykonaniu kilku,z nich, prac. Ale Ulka w odpowiedzi na mój komentarz, opowiedziała się, że nie ma obowiązku użycia Jej papierów. Praca, którą dziś prezentuję miała swoją zajawkę, bo została wykonana w owym czasie, ale z pewnych względów nie mogłam, a właściwie nie chciałam , jej publikować, bowiem była przeznaczona na ozdobne wykończenie większego projektu. Losy jednak potoczyły się inaczej, owej pracy i moje, toteż wylądowała na półce.... ku zapomnieniu :p Taaa... Banerek o wyzwaniu sobie, pamięć sobie, a życie i tak czego innego od nas wymaga i oczekuje. Dopiero dziś przypomniało mi się o wyzwaniu, gdy odwiedziłam bloga Uli z postem, który wywołał we mnie wspomnienia, kiedy to ja zaczynałam przygodę z papierami. A był to 2005 rok; kawał czasu... Kawał i nie kawał, lata bowiem minęły jak z bicza strzelił ;) Zaczynałam od recyklingu; moje pierwsze kartki tworzyłam na bazie kartoników po rajstopach, "pleców" bloków technicznych czy rysunkowych. Ozdabiałam je papierami do pakowania prezentów, a nawet rozcinałam torebki prezentowe dla odzyskania ładnego wzoru, gdy wydawał się być ciekawy. Guziki, sztuczne kwiaty, którymi Mama się obstawiała, popsuta biżuteria, taśmy, tasiemki, koronki tudzież inna pasmanteria odzyskiwana z nienoszonej już odzieży, i wiele, wiele innych przydasi, w tym pudełek, kartonów, kartoników i najróżniejszych opakowań... Moje pierwsze albumy powstawały z kopert, tutek śniadaniowych, rolek po papierze toaletowym, a nawet karty do gry szły w ruch, nie wspominając o metkach odzieżowych... Ostatnie często też służyły jako elementy ozdobne, tagi czy zakładki. ;) Kto obserwuje mojego bloga, nie potrzebuje ode mnie zapewnień z linkami do tych prac (to zaoszczędzi mi mnóstwa wyszukiwania). Jednak najpiękniejsze w tym początkowym tworzeniu, było: duma i satysfakcja, że spod własnych łapek. A kwintesencją, nieopisana radość z obdarowywania najbliższych i przyjaciół.  Dziś jeszcze większą czerpię radość z tworzenia i obdarowywania, jakby jutrzejszy dzień już nigdy nie miał nastąpić... :p <3   
Ulka (wiem, że zagląda), dziękuję za ten artykuł, który niewątpliwie pozwala zachować pokorę wobec tych, którzy są na początkowym etapie tworzenia.
A oto i mój twór; przed było opakowaniem po elementach zdobniczych... Po jest ozdobą, którą od początku tworzyłam z przeznaczeniem na okładkę albumu, inspirując się kursem z sieci. Album też jest już gotowy od nastu dni, ale tak jakoś zeszło :p






















Jak zauważyliście, w tej pracy też użyłam wielu przydasi recyklingowych:
kolczyk bez pary, guzik, korale nanizane na drucik po kwiatku, 
kryształki odprute od t-sherta wyczajonego na szrocie za złotówkę, właśnie dla nich,
 buteleczka z zawartością, czyli z tipsami do paznokci przywleczona z innymi ze szrotu...
Są też kupne elementy, znaczy się; kreatywne.
A tak pojemniczek na elementy kreatywne wyglądał przed ;)



Potraktowany na brązowo, ecoline ;)


Spód (plecy) pozostawiałam naturalne...


Mam nadzieję, że za moim pośrednictwem i Wy się zainspirujecie, 
zanim jakiekolwiek opakowanie wyląduje w koszu :p

Popularne posty z tego bloga

1537/ "Serce człowieka obmyśla drogę...

1711/ Życzenia Wielkanocne...

1651/ Diabelskie szarości...