sobota, 17 grudnia 2016

1643/ Taka noc...

Małe miasteczko spało jeszcze głębokim snem, gdy obudził ją jakiś nieznany szmer, dobiegający przez uchylone okno. Otworzyła oczy i z zaciekawieniem wsłuchiwała się w te tajemnicze odgłosy nocy. Ciekawość tego przywiodła ją do uchylonego okna. Rześkie powietrze całkowicie odebrało jej sen z powiek. Wdychała je z przyjemnością; o tej porze czyste,pozbawione kurzu dziennej krzątaniny. Było dla niej czymś niezwykłym. Stała w uchylonym oknie, przyzwyczajając wzrok do nocnej ciemności. Księżyc tej nocy był jej sprzymierzeńcem. Zawieszony na granatowym niebie świecił w pełni, uchylając rąbka nocy tajemnic; bezdomny kot przemknął tuż pod oknem. Ptak nocujący na gałęzi pobliskiego drzewa niespokojnie się poruszył na widok cienia. Ciepły, nocny wiatr zdmuchnął parę liści z różanego krzewu i poniósł je za róg domu. Gdzieś w oddali słychać przejeżdżający pospiesznie pociąg. Nie zatrzyma się na małej stacyjce małego miasteczka; nie będzie tracił czasu na jego mieszkańców. Blask księżyca zdaje się być współtowarzyszem jej bezsenności; zaprzyjaźnił się z nią.

 Zatopiła się w jego blasku. Zatopiła w tej nocy swoje myśli, swoje najskrytsze marzenia. A marzyła nieustannie o spotkaniach z najdroższymi jej sercu. Marzyła o spotkaniach z tymi, których kocha niezmiennie. Pisze scenariusze pierwszych spotkań, gdy powróci w swoje strony. Serce jej drży na tę myśl. Przemija powoli ta noc. Ona nie czuje niewyspania. 
Pobliskie drzewo powoli ożywa ptasim życiem; czyszczą piórka, stroszą je, przeczesują dziobkami. Te, które dokonały już porannej toalety, zaczynają nieśmiało swoje pierwsze koncerty, przenosząc się na dachy. Niektóre puściły się w pierwszy wspólny lot. A oto jutrzenka dodaje im odwagi.
 Jej zdaniem to najpiękniejsza pora, odurzająca cudem, budzącej się ze snu, natury. Ptacy już na dobre się rozśpiewały. Nie zna chyba rozkoszniejszej pory między nocą a zjawiskowym wschodem słońca, gdy pierwsze jego promienie dotykają życia. Nie zna cudowniejszej chwili nad tę, kiedy i ona całą sobą czuje dotyk Niewypowiedzianego, mieszkającego w otaczającej ją naturze. Nie zna nic ponad Bożą obecność, kiedy wszystko wokół niej zdaje się śpiewać i tańczyć, kiedy nawet schodząca mgła poranka, otuliła jej niespokojne myśli, łagodząc tęsknotę. Zjawiła się nie wiedzieć skąd i na jej oczach opada. Pozostawiła po sobie rosę połyskującą jak kryształki odbiciem błękitnego nieba. Małe miasteczko też już zaczęło toczyć swój kolejny bój i ona raz z nim wróciła do codziennej rzeczywistości.


1829- Moje miasto z innej strony...

Tym razem zapuściłam się w tereny znane mi z dzieciństwa, a jednak od tamtej pory nie miałam okazji. Cudowne słońce, przeglądające się ...

Popularne posty