poniedziałek, 5 grudnia 2016

1637/ Niedzielny spacer i coś jeszcze...

Senne małe miasteczko zatopione w ostatnich promieniach jesiennego słońca. Nisko wiszące na niebie zdaje się wkradać w zakamarki jej duszy. Kładzie na drogę długim cieniem jej sylwetkę. zamyślona, zatopiona we wspomnieniach, nie zwraca uwagi dokąd idzie, póki się nie zorientuje, że zaszła za daleko. Nie zna na tyle miasteczka, by skrócić sobie drogę. Musi więc wrócić tą samą. Postanowiła, że teraz będzie się rozglądać wokół siebie i zapisywać w pamięci obrazy miasteczka, jego architekturę, którą zawsze podziwiała. Domy z czerwonej cegły i piaskowca. Architektury, jakiej nie spotka nigdzie indziej. Zapragnęła też wrócić  przez park z rzeczką połyskującą w ostatnich promieniach, niczym szlifowany kryształ. Park, do którego, zdaje się zleciało wszystkie ptactwo, poszukujące noclegu, ale jeszcze rozśpiewane. Rozpromienia się w uśmiechu, jakby w geście wdzięczności za ten śpiew ukryty w gałęziach drzew i krzewów. Znalazłszy się w tak niezwykłych okolicznościach natury, będąc świadkiem jej cudownego bogactwa, zapragnęła podzielić się wrażeniami chwili z tymi, których kocha, za którymi tak bardzo tęskni,a którzy są tak daleko od jej obecności. Wyobraża sobie, że są tu wszyscy tuż obok niej i wraz z nią uczestniczą w tym niezwykłym spektaklu natury. Zatrzymuje się na chwilę, przymyka oczy, by utrwalić ten cudowny obraz wyobraźni w sercu i pamięci. Utrwalić tak, by mieć co wspominać po powrocie do kraju. Niemal uwierzyć w realność tej chwili. Nagle stłumione głosy, zbliżające się w jej stronę, brutalnie sprowadzają ją na ziemię. Rozgląda się dookoła, jakby chciała zatrzymać jeszcze tę cudowną chwilę. Jednak już przymglone światło dzienne, uzmysławia jej, że czas wracać do domu. Przyspiesza nieco kroku, gdyż zatopiona w marzeniach nie zauważyła, ile czasu upłynęło, od kiedy weszła do parku. Nie poczuła chwili, kiedy parkiem i nią zawładnął przedwieczorny chłód. Otuliwszy się bardziej ciepłym szalem, ruszyła dalej przez tę późną jesień w stronę domu, wzdłuż rzeczki do najbliższego wyjścia przy katedrze. Dalej nie miała już ochoty iść przez park, bowiem opustoszał i umilkł śpiewem ptaków, a w przed wieczornym półmroku stracił nagle na swej gościnności...
Tu natura potrafi zaskakiwać kwitnieniem drzew i krzewów późną jesienią.
Na koniec pokażę kilka karteczek poczynionych między albumami,
skleconych z gotowych elementów, z użyciem stikersów w 3d 

Serdeczności, na początek nowego tygodnia, życzę <3

1816/ Listopadowa jesień...

Listopadowa jesień... Podejrzałam ją w świetle słońca, w pozłocie i pąsach na policzkach. Z postrzępionymi wiatrem sukniami. Otulon...

Popularne posty