1473/ Pożegnanie kwietnia...

Mam już dość zimna i wiatru. Nie wpływa to na moje powroty do zdrowia, przynajmniej 80%. Wręcz przeciwnie; część potyliczna wciąż nie moja, płuca "ciasne", chłonka "spaceruje" po całym ciele, spowolnione ruchy nie napawają optymistycznie. Jedna rzecz, do której organizm się przyzwyczaił, "zniknęła" z niego, napawając jednak niepokojem... :p Jak żyć?... A więc żyję swoimi wnukami, bohaterami książek, które podczytuję, hobby zajmujące mi trochę czasu i spotkaniami z naturą :)))
I owych spotkaniach z naturą, teraz, wiosną, najbardziej jestem sobą :) Dziś parę zdjęć z niezaplanowanego wyjazdu na działkę przyjaciół, na pożegnanie kwietnia i pierwsze grilowanie :)))
Te same miejsca, te same kwiaty i ptaki te same, może nawet ich więcej, ale poukrywały się w gałęziach drzew i krzewów, przed niepożądanym wzrokiem potencjalnego zagrożenia dla nich ;) 












W tym miejscu chciałam udostępnić odgłosy owadów, ale to są ponad godzinne filmiki :p




Przed grilowaniem należało nieco wypocząć ;)


A potem wielka wyżerka, przygotowywana przez syna ;)




Błękitne niebo nad głowami co i rusz przecinane było przez bezszelestne odrzutowce






Ten uschnięty korzeń za płotem, intryguje mnie od dawna... :p 




 
W tych drzewach ptasi gwar aż wzbudzał zainteresowanie,
jednak trudno w gałęziach wypatrzeć choćby jednego skrzydlatego ;) 




W tej choince znalazło schronienie sporo kosów :)
Wylatują jakby wystrzelone z procy i takoż samo wracają z żeru ;) 



 Gdyby nie intensywność pomarańczowej barwy brzuszka tego jegomościa- rudzika, 
byłby całkiem niewidoczny, a tak udało mi się złapać go na trelach :)



 

A to jajeczko, dawno zgubione, znalazłam na jednej z działkowych ścieżek ;)
kto wie, czyje ono?...




  Wasza Jadwiga

Popularne posty

1786/ Niekończąca się kartka- jak zrobić...

1789/ Craft Party...

1792/ Nie tylko babskie spotkanie...