1460/ Jest takie miejsce...

Jest takie miejsce w moim mieście, gdzie po ziemi chodzą Aniołowie przemienieni w ludzi. Miejsce, gdzie utula się ludzki płacz i strach. Miejsce, w którym można doznać cudu zapomnienia. To miejsce, gdzie codziennie przyjeżdżają chorzy po nadzieję... i ją otrzymują, jako pierwszą. to owe miejsce, w którym i moja nadzieja przemieniła się w radość istnienia.... Ale nie o mojej historii będzie, lecz o historii pewnego drzewa, które tu posadzono nie tylko dla ozdoby tego miejsca, ale... a może przede wszystkim, by wzbudzało zachwyt przechodzących obok i swym widokiem oddaliło choć na chwilę mroczne myśli załamanych. To drzewo, a właściwie dwa, to magnolia. Piękna w swej naturze i kwitnąca co roku w okolicach Zmartwychwstania Pańskiego. Obsypana kwieciem od "stóp do głów", na tle błękitnego nieba odbijającego się w przeszklonym budynkiem, wygląda zjawiskowo. Nie mogłam się oprzeć, by i jej nie porobić kilku zdjęć, póki jeszcze stoi dumnie w swej bogatej sukience, uszytej ręką Boga z delikatnych płatków kwiecia. 



Obok stoi wyższa, z mniejszą ilością kwiecia... dużo mniejszą;
za to jakby z zazdrości, dumnie wznosi się ponad tę ze swoimi wielkimi kielichami,
jakby napełnionymi czerwonym winem. Zdjęcia tego nie oddają, 
ale kwiaty ma potężne i zazdrośnie "trzyma" je wysoko, by nikt nie mógł ich dosięgnąć. 
Też nie zdołałam zrobić ani jednemu zdjęcia w przybliżeniu.





Jeden z tych niezwykłych "zakątków" tego potężnego kompleksu przychodni i szpitala
Centrum Onkologii w moim mieście
Nie odmówiłam też sobie zrobienia zdjęć "drobiazgu" wiosennego ;)







I podejrzane w drodze powrotnej do domu;)











Wasza Jadwiga

Popularne posty

1760/ Anioł i... przyjaciele

1754/ Sobotnie spotkania...

1758/ Ogród dzieciństwa...