1350/ Listopadowa zaduma...

Otulona nocną mgłą i rozświetlona porannym słońcem... Godzina światła i mroku, w której każdy centymetr sześcienny jest cudem. Jeszcze jesienna z jej barwami i zapachami, a już oprószona bielą nocnego przymrozku. Ta chłodna cisza owej chwili jest niezwykła; prowokuje do zwolnienia tempa, zatrzymania się choć na chwilę. Prowokuje zadumę nad życiem i śmiercią. Ta chwila mimo chłodu, jest pełna ciepła słonecznego i myśli. Ciepła serc ludzkich i Jutrzenki. Magiczna chwila, gdzie mimo przymrozku, wokół panoszy się jeszcze jesienne piękno z jej czarownymi barwami. Piękno przypominające, że jesień jeszcze nie odeszła. Piękno łączące we wspomnieniach, żywych i umarłych. Piękno, w którym śmierć nie ma ostatniego słowa... Piękno, w którym najbardziej jesteśmy świadomi siebie...











I zajaweczka w odcieniach popielu porannej mgły przetaczającej się między drzewami...



Zadumy nad Listopadowym Świętem i Zaduszkami
Wasza Jadwiga

Popularne posty

1780/ Z odzysku...

1777/ Ach ta natura...