wtorek, 12 maja 2015

Fordon...

A wszystko wzięło się z "podpatrywania"... 


Jakiś czas temu wzięłam udział w książkowym rozdaniu u Ani. Wzięłam udział i zostałam wylosowana do "Przewrotności dobra" Jolanty Kwiatkowskiej. I tak zaczęła się nasza blogowa przyjaźń :))) Polecam bloga Ani, bowiem pięknie recenzuje polecane książki, wzbudzając poczucie potrzeby czytania... Blog Ani dodałam do obserwowanych, by mieć wgląd na nowości, czyli recenzje polecanych przez Anię, książek. Jedną z takich pozycji są wspomnienia Ewy Ludkiewicz: "Siedem lat w więzieniu. 1948-1955". Nie byłoby w tym nic dziwnego, gdyby nie fakt, że Ewa Ludkiewicz wspomina w swojej książce o Fordońskim więzieniu- mieszkam o 20 minut drogi od niego... Komentarz, jaki zostawiłam pod tą recenzją, spowodował, że Ania udostępniła w dzisiejszym poście wiersz Ireny Tomalakowej "Fordon" z dedykacją dla mnie. Wzruszyłam się, ale też i Ania jakby wzbudziła we mnie wspomnienia. Zanim jednak słów kilka moich wspomnień, "podrzucam" ów wiersz: 
Irena Tomalakowa: "Fordon"

 Fordon. Małe miasteczko. Kolej, szosa, rzeka,
resztki mostu, prom, przystań. Lotnisko z daleka.
Za nim lasy i wzgórza. Małych fabryk parę
na wybrzeżu papiernia, tartak, młyny stare
i przetwórnia owoców. Środka miasta bliżej –
poczta. A w rynku – kościół. Wieża, dzwony, krzyże
i zegar – czas zwodzący wskazówką dokoła.
W rynku – sklepy, apteka, straż, milicja, szkoła
i kamieniczek dziesięć – w zielonych, czerwonych
jaskrawią się dachówkach. Z czwartej rynku strony,
z południa – świat zamyka budynek więzienia.
Ozdoba! W ciemnej cegle i szarych kamieniach.
 Przed wejściem posterunek. Wkoło grube mury.
Nad murem drut kolczasty wspina się do góry,
a z drutu wyrastają w krąg zwyżki strażnicze
i patrzą – w niebo, w rzekę, w okna kamieniczek
i do wnętrza więzienia: blok czerwony, szary,
administracja, barak, magazynów parę,
bramy, przejścia, podwórze. – Bielizna się suszy
w gospodarczym. Firanka w dyżurce spod gruszy
biała wiewa. Przez furtkę ziemniaki do kuchni
niosą w kotłach. I węgiel. Czyszczą chlewy. Cuchnie!
 Tłum kobiet się przesypał. Zaczynają pracę
w warsztatach. Bije siódma. Wyszedł pierwszy spacer.
Zdeptanym czworobokiem asfaltowej dróżki
ciągle dokoła klombu malw, aster, ostróżki,
lewkonii i nagietek, i nieśmiertelników
w lipcowym blasku słońca, w kwietnym barw bezliku
sunie szarawy szereg półsennie. "Odstępy!"
"Równy krok! Lewa! Lewa!..." Butów tupot tępy
i... audycja muzyczna! W radio świat gra, śpiewa...
"W tył zwrot!" i znów "Równy krok!" i znów "Lewa!"...
 Z kuchni sanitariatu dietę zabrano.
W fartuchu przeszła siostra, jak codziennie rano.
A "wolnościowe" niosą cztery kosze spore-
paczek- z poczty i z widzeń, bo wczoraj był wtorek.
na przystanek autobus zajechał i- czeka-
Słychać klakson, wołanie, ktoś biegnie z daleka...
 Dobiegł! Znów klakson. Rusza autobus ze zgrzytem.
Podwórzowa zamiata. W radio teraz płyty.
Czarowne Straussa walce. Miłość, szczęście, życie...
Sen dawno zapomniany o prawdziwym bycie.
I- nagle- pieśń urwana! Pękła płyta może
od tęsknoty nadmiernej... O mamo! O Boże!
 Na oknie suteryny szary kotek drzemie.
Pies- wilk popatrzył, zawył, zeskoczył na ziemię
z murku domu w sąsiedztwie. Gdzieś w wolność pogonił.
 W rynku wodę pompują. O bruk człapią konie.
Dziecko płacze... Dochodzi życia głosów wiele-
z bliska- z daleka. Zagrały organy w kościele,
a tam w górze motory. Lecą samoloty-
stąd każdy jak ptak mały, lekki jak motyl.
Wysoko idą. W kluczach. Srebrzyste żurawie...
 "Kończyć spacer!" Minęło pół godziny prawie.

                                           (Fordon 1950r.)      

A teraz oczami siedmiolatki...
...jakbym się przechadzała tuż obok... jakbym patrzyła na uliczki i rynek, i kościół oczami autorki wiersza. Znam Fordon z dziecięcych lat, choć nigdy nie byłam jego mieszkanką. Znam tamten Fordon z odwiedzania go z rodzicami. Znam te miejsca; papiernię, tartak i młyny stare. Przetwórnię owoców tuż obok stacyjki kolejowej. Pamiętam ich smak i słodki zapach (owoców). Znam Rynek i kościół świętego Mikołaja w Rynku, i kamieniczek parę, i surowy budynek więzienia... Nigdy mi nie pasował do tego miejsca. Pamiętam ten piękny dźwięk organów kościoła, niosący się daleko uliczkami Fordońskimi, i mężczyzn zdejmujących z głów czapki i kobiety przewlekające przez palce paciorki różańca. I ten zegar na wieży, wciąż poganiający przechodniów, wytyczający czas na jutrznię, nieszpory, kompletę... Słyszę jak dziś, końskich kopyt tętent o bruk ulic miasteczka- z oddali ich słychać. I zapach ich maści- ciężki- jak one same, i wciąż chrapiące i spocone ze zmęczenia. Podków kilka w rynsztoku... (gdzieś była kuźnia?...) I straż z kwadratową wieżą wyższą od kamienic- wozy czerwienią pędzące z hałasem do pożaru! Strzecha gdzieś się pali. Kobiety lamentują: "O la Boga!" Mężczyźni bydło przeganiają jak najdalej od ognia. Ptactwo- drób się rozprasza niekontrolowanie. Dzieci... Dzieci z wytrzeszczonymi, szklącymi się oczkami patrzą przerażone na ten żywioł, nic nie rozumiejąc. Rzeka za więzieniem od południowej strony zdaje się toczyć czas własnym życiem- turkot pogłębiarki tuż obok wielkiej, żółtej łachy, zdradza obecność... A dalej wędkarze zarzucający swe wędki po szczęście (może dzisiaj zjedzą porządny obiad- wczoraj były ziemniaki ze skwarkami i zsiadłym mlekiem). Cztery uliczki łączące ówczesną codzienność mieszkańców i więźniów; i przystanek autobusowy na Rynku, przy którym czekam z rodzicami na autobus- zabierze nas do Bydgoszczy...
 Maleńka poczta, którą ja jeszcze pamiętam- niejeden list, niejedna kartka, niejedna przesyłka przeze mnie nadana, poszła stąd w świat...




Kino!?...  Tak :p
W tym gmachu przed kinem mieściła się synagoga



Więzienie kobiet- film dokumentalny zaczerpnięte z sieci.


Dziś jestem mieszkanką Fordonu tzw. Nowego. Bliżej mi do Doliny Śmierci, ale Starego Fordonu nie omijam. mam do niego 15-20 drogi spacerem i chętnie nawiedzam od czasu do czasu... Wiersz wylądował w pamiętniku, pod nim własne przemyślenia- mam gdzieś zdjęcia starego miasta toteż i one znajdą tu (w pamiętniku) swoje miejsce... 




Jadwiga         

Podobne

Related Posts Plugin for WordPress, Blogger...