czwartek, 8 stycznia 2015

1067/ Bez tytułu...

A dlaczego bez tytułu?... Nie mam pojęcia bowiem, jak zatytułować ten post o wszystkim i niczym...
Wczoraj wieczorem wspominałam o padającym śniegu, o nocy cichej i spokojnej, o marzeniu, by po przebudzeniu zastać świat pokryty białym puchem. Nie wspominałam o tej niezwykłości, jaką ma w sobie płatek śniegu. O jego doskonałości wzbudzającej zachwyt nad tak nietrwałą materią. O jego ulotnym misterium, które wzbudza podziw dla tak kruchego istnienia. O dziecięcej ciekawości i przeświadczeniu, że w jego wnętrzu ktoś się znajduje. O tym, ile piękna, wielkości i różnorodności kryje się w tej małej "istocie". I o tym, ile potrzeba Wielkiej Inteligencji, Myśli i Miłości, by stworzyć płatek śniegu, który roztapia się zaraz po wzięciu go w dłonie...


I myślałam, że świat zastanę w bieli. Niestety :p znaczne ocieplenie zniszczyło nad ranem te cudowne krajobrazy, z których nawet wrony się cieszyły. O "godzinie kawy" nie było już nawet śladu puchu, prócz jednego miejsca (między garażami), które nie omieszkałam uwiecznić na zdjęciu.




O czym jeszcze?... O albumiku, ale bez filmu, za cienki ;)












...i ląduje póki co na półeczkę ;)


...obok kubeczków ceramicznych i niewiele większych, a właściwie grubszych książeczek,
 od pudełka zapałek ;)




Wasza Jadwiga

1816/ Listopadowa jesień...

Listopadowa jesień... Podejrzałam ją w świetle słońca, w pozłocie i pąsach na policzkach. Z postrzępionymi wiatrem sukniami. Otulon...

Popularne posty