Podejrzany...

Po zaopatrzeniu się w wiele różności kreatywnych, zaczynam snuć plany, co do ich wykorzystania. Przy tej okazji zrodziło się wiele pomysłów. Szczególnie zaś nie mogę doczekać się podjęcia czynów i wyczynów nad albumami. Każdy z nich będzie miał swój odmienny styl, bowiem też na bazie innych materiałów będą robione. Przeglądam też swoje poprzednie albumy, z których jestem mniej lub więcej zadowolona, by ewentualnie coś podejrzeć, coś skopiować, zachwycić się, czy też uśmiechnąć się z politowaniem. I tak w trakcie poszukiwań prac sprzed lat, wpadły mi w ręce (oczy) zdjęcia jednego z pierwszych albumów, jakie robiłam. Kiedy to było?... 2009-2010 rok?... I nie były to profesjonalne albumy na profesjonalnych papierach. Powiedziałabym, że pierwsze robiłam li wyłącznie na bazie recyclingu, o czym przekonacie się ze zdjęć. Bazą były głównie kartoniki po rajstopach i papiery prezentowe i to też głównie z odzysku, jakie można znaleźć niemal w każdym domu, w którym się nie wyrzuca, bo się może przydać. I tak właśnie ja też mam, a może przede wszystkim?... By nie przedłużać, bowiem i tak będzie dużo zdjęć, pozwólcie, że przejdę do prezentacji albumu, którego okładkę, czy jak kto by to nazwał: oprawę, wykonałam z kartonika po obuwiu dziecięcym, a zapięcie z... zresztą sami zobaczcie. Całość może wywoływać uśmiech na twarzach niejednego z Was, ale zapewniam, że i ja uśmiecham się pod nosem- szczególnie zaś z zapięcia, odzyskanego ze zniszczonej teczki męskiej z załączoną gumą ;) ;) ;) Rzemyki, korale drewniane, wszędobylskie guziki, kwiaty sztuczne, taśmy, koronki, ścinki materiałów, sznurek, zawieszki jakieś tam, jest i metka odzieżowa i gdzieś mignęły mi patyczki. No cóż, powiedziałabym, że w recyclingu czuję się jak ryba w wodzie; i tak jest do dnia dzisiejszego. Może dlatego, że tę przygodę od niego właśnie zaczynałam. Nie miałam nic profesjonalnego...  A ile radości sprawiało wyszukiwanie w domowych zakamarkach tych wszystkich przydasi i znajdywania takich, które można było wykorzystać do danej pracy; albumu czy kartki. Choćby te korale drewniane nie pamiętające swych lat, które dawno straciły swój blask. Albo właśnie owo zapięcie... Teraz też chyba się pokuszę na dużo recyclingu i wszelkiego "badziewia", nadal zalegającego domowe zakamarki ;)












Sentencje?... No cóż... Nie wiem, czy 4-5 lat później załączyłabym te, czy inne, ale na tamtą chwilę wydawały mi się jak najbardziej odpowiednie i wyrażające moją wdzięczność, jednocześnie też zapewniające o niej przyszłą właścicielkę owego albumu...









Szkoda, że ówcześnie nie robiłam filmików moich pierwszych albumów, na których bardziej byłoby widać szczegóły. Jedno jest pewne, że bez względu na jakość albumu, jest to jeden z tych, które przyniosły mi najwięcej satysfakcji i wielką radość z obdarowania...
Ale nie o tym przecież przyszłam tu rozprawiać. 
Dziękuję kochani za uwagę i pozdrawiam cieplutko :) 
Wasza stęskniona Jadwiga  

Popularne posty z tego bloga

1537/ "Serce człowieka obmyśla drogę...

1711/ Życzenia Wielkanocne...

1651/ Diabelskie szarości...