Granthamskie spotkania z naturą...

Jak wiecie, tu, w Grantham siedzę od początku października. Nie mam nic do roboty, specjalnie, prócz pomocy córce. Ta pomoc polega głównie na wychodzeniu z wnukami na spacery- o ile chcą. Jeśli nie wyrażają chęci, wychodzę sama, bowiem uwielbiam spacery, a nie lubię kisić się w domu. Może to być krótki spacer, ale musi być. U mnie dzień bez spaceru jest straconym dniem. Wychodzę więc z domu z aparatem w ręku. Niestety, zdecydowana większość chyba Anglików nie lubi, by fotografować ich, czy ich domy- a jest co podziwiać... Przed domami piękne pasy zieleni z kącikami wypoczynkowymi. Za nimi, natomiast, ogrody, większe lub mniejsze, skrywane zazdrośnie przed wzrokiem przechodniów, czy sąsiadów, nawet, jakby w obawie, by nikt nie odpatrzył i nie zrobił u siebie takiego samego. Gdyby nie to, miałabym czym Was "poczęstować", bowiem jesień i tu jest zaskakująca; zakwitło ponownie wiele roślin, których nie powinno już być... Największym zaskoczeniem jest dla mnie miniaturowy storczyk, obfitujący w kwiecie, którego zdjęcia, niestety, nie mogę  zrobić, w obawie przed niezadowoleniem właściciela ogródka, w którym rosną. To samo z turkami, daliami czy wieloma innymi. Jesień bowiem jest niezwykle ciepła i słoneczna- mnóstwo ludzi chodzi tu ubrana w letnie ciuchy, nawet starsze panie nie odziały jeszcze pończoch i pełnego obuwia (brrrr). Zdjęcia, które Wam tu serwuję, są robione ukradkiem lub w parku




















i wszędobylska koniczyna 4-listna ;)
-ta na trawniku przed domkiem córki...


 
Pozdrawiam ze słonecznego dziś Grantham
Dziękuję taż za Waszą obecność i miłe słowa pozostawiane w komentarzach :)
Jadwiga

Popularne posty z tego bloga

1537/ "Serce człowieka obmyśla drogę...

1711/ Życzenia Wielkanocne...

1651/ Diabelskie szarości...