Migawki...

...dotyczą wczorajszego i dzisiejszego dnia. Tymczasem jeszcze przedwczoraj zaszłam do "pewexu", w którym znalazłam malutki zestaw do haftu krzyżykowego. Właściwie to nie znalazłam, tylko odczekałam, aż jedna z klientek odłoży to, co wcześniej niemal zniszczyła (udało się jej tylko opakowanie zniszczyć i wywlec wszystko, by porzucić, bez uprzedniego włożenia wszystkich elementów z powrotem do koperty). Ach, te niektóre babska :/ Dobrze, że nici nie poplątała i nie zniszczyła tych małych kawałków kanwy. Kupowałam z myślą, że podaruję je komuś, tu na blogu, w zabawie "Podaj dalej". Ale jak teraz takim czymś obdarować kogokolwiek?... A oto ten zestawik...





Wczoraj i dzisiaj nie zdążyłam zrobić żadnej karteczki, ale nie rozpaczam specjalnie z tego powodu. Towarzyszyłam bowiem mojemu ulubieńcowi u fryzjera. Zeszło nam dwie godziny, ale wierzcie mi, nie były one nudne. Miałam okazję przyjrzeć się pracy fryzjerki- Jej cierpliwości i profesjonalizmowi ;) Po wstępnym strzyżeniu przyszedł czas na kąpiel. Prawdę mówiąc w takim stanie- mokrutkiego prosto z wanienki- widziałam Iwusia po raz pierwszy i nie mogłam się oprzeć, by nie zrobić kilku zdjęć, choć Iwuś nie bardzo chciał pozować ;)


Nie chciał też specjalnie po powrocie- wtulił się w swoją kołderkę na krześle i zaledwie "skradłam" jedno zdjątko Iwusiowi ;)




Natomiast dziś, od samego rana wzięłyśmy się z sąsiadką, a przyjaciółką za pieczenie pączków- jakżeby inaczej w Tłusty Czwartek?... :) W jednym z wcześniejszych postów podawałam przepis- łatwy, lekki i przyjemny- według którego wychodzą naprawdę fantastyczne pączki. Rozpływają się w ustach. Nie stracą na świeżości ani do jutra, ani nawet do pojutrza, choć wiem, że się nie uchowają. W sumie wyszło 61 pączków- jeden się otworzył już na oleju, i by nie wylała się do niego marmolada, szybko został wyłowiony i, niestety, wyrzucony. W przeciwnym razie olej by zgorzkniał. Ale... "nie żałujmy róż, gdy płonie las".


A tu już pączusie po usmażeniu i w lukrowej pierzynce ;) ;) ;)


...a dla diabetyka parę nagusieńkich ;) ;) ;)


Jak Tłusty, to bogaty, jak bogaty, to kolejna przesyłeczka. Listonosz jednak mnie musi lubić, skoro dostarcza z szerokim uśmiechem na twarzy. A przesyłka tym razem z UK. od córki ;) ;) ;) A co?...
By nie zanudzać, pochwalę się w kolejnym poście ;)


Życzę wspaniałego Tłustego wieczoru czwartkowego
Jadwiga

Popularne posty z tego bloga

1537/ "Serce człowieka obmyśla drogę...

1711/ Życzenia Wielkanocne...

1651/ Diabelskie szarości...