Jeden z pierwszych...

Dzisiejszego wieczoru pewna rozmowa spowodowała, że wracam do wspomnień, a właściwie do pokazania jednej z moich pierwszych, poważnych prac wykonanej, niemal w 100% na bazie recyclingu. Jest to album, który zrobiłam dla mojej serdecznej przyjaciółki. Chciałam obdarzyć Ją tym sposobem, za jej bezinteresowną opiekę w walce z chorobą, a sobie sprawić tym samym radość z obdarowania. Prawdę mówiąc, nie wiem, czy kiedykolwiek pokazywałam go na blogu, jeśli jednak tak, to musiało być to dawno, bowiem od tamtego czasu nie robiłam już tak "potężnej" pracy. Albumy były robione już z profesjonalnych papierów i elementów zdobniczych z niewielkimi tylko wyjątkami...




Kartonik, jako baza, do którego jednego z boków "przyszyłam" strony albumu.


Papier w motyle to tak na prawdę okładka zeszytu A4.



Nuty to nic innego, jak kartka ze starego śpiewnika.




Koronki, zatrzaski, pół perełki odklejone ze starej odzieży, listki z popsutej broszy letnich sandałów... 




Moje pierwsze ćwieki zakupione w Empiku- ileż mi wtedy przyniosły radości ;)




U góry spineczka do włosów, niżej kamea- broszka, którą otrzymałam od Przyjaciółki, wraz z innymi elementami biżuterii już nie noszonej...





Sztuczne kwiaty były stałym elementem zdobniczym moich wszelkich prac,
lub też wszelkie brosze i ozdobne klamry z torebek i obuwia...


I koronki, koronki, koronki...


Pudełko oklejone papierem czerpanym...



Grzbiet pudełko- albumu ozdobiony drewnianymi koralami, a wierzch koronką odprutą od starej bluzki, szklanymi listkami i guziczkami... 


Popularne posty z tego bloga

1537/ "Serce człowieka obmyśla drogę...

1711/ Życzenia Wielkanocne...

1651/ Diabelskie szarości...