Adwent, a wypad za miasto...

Co może mieć wspólnego Adwent z wyjazdem za miasto?... Ma- i to dużo. To czas ciszy i spokoju... Czas oczekiwania... Czas świadomości siebie... Adwent konfrontuje nas z rzeczywistością; codzienna bieganina, pośpiech, sprawy, które nie mogą czekać, telefony, które trzeba odebrać, zakupy, praca na wczoraj- ot, nasza codzienność. Niemal we wszystkim liczy się tempo... Nawet ta moja pasja tworzenia karteczek- wciąż liczę, wciąż dorabiam, wciąż się denerwuję, by wystarczyło ich dla wszystkich, których pragnę obdarować. A gdzie w tym wszystkim cisza i spokój?...Staram zawrzeć je w swoich pracach. A na ile to mi się udaje?... Najlepszym jednak wyciszeniem okazał się krótki wypad za miasto, na działkę moich przyjaciół. To nic, że chłodno. To nic, że wiatr dość krewki. To nic, że mżawka. Wszystkie te czynniki pogodowe pozwoliły mi zobaczyć, co tak naprawdę, w tym gorącym czasie przedświątecznym, się liczy. A liczy się kontakt z naturą, bez względu na pogodę... Podładowałam nieco akumulatorki i będę mogła zasiąść do moich prac z nową energią, zainspirowana zapachem późnej jesieni i ziemi zroszonej deszczem. Zainspirowana obrazami zagrody wiejskiej i jej odgłosami. Zainspirowana zapachem z zagrody tych przemiłych gospodarzy, do których wstąpiłyśmy w drodze powrotnej. Oczywiście nie mogłam się powstrzymać, by nie porobić paru zdjęć z pożegnania z działką, z wiejskimi widokami, z zagrodą, gdzie życie toczy się bez względu na pogodę, ciekawski pies, gdakające kury, niezadowolony z naszej obecności kogut, i reszta inwentarza pod dachem dająca znać o swojej obecności... Nagie drzewa przydrożne, zaorane pola, opuszczone bocianie gniazda, to niewątpliwie obrazy późnej jesieni. Wszędzie powoli odczuwa się ten magiczny czas- czas oczekiwania... Niestety w miastach nie zazna tego wszystkiego, nie mówiąc już o otaczającej ciszy i spokoju. Wszędzie tylko pośpiech i pośpiech. Wszyscy pędzimy najszybszym pasem ruchu, a napotkawszy przyjaciela zdawkowo pytamy: "co słychać", i nie czekając odpowiedzi, znikamy. W sklepach i marketach już od Święta Wszystkich Świętych ozdoby świąteczne, a w niektórych z głośników słychać Kolędy. Nawet w małych sklepikach osiedlowych, które chcą dogonić Europę... Wchodzę do takiego sklepu, z głośników lecą (wyją) kolędy, a ekspedientka aż 3 x mnie pyta (bo w takim hałasie nie słyszy), cytuję: "czego potrzebujemy?" Mówię Jej, że nie wiem czego ona potrzebuje, ale ja chciałabym kupić ziemniaki, cebulę i włoszczyznę, po czy niegrzecznie wyszłam, nie dając jej czasu na wykonanie swojej powinności, bowiem między czasie ekspedientka wdała się w dysputy z wchodzącym klientem, zapominając chyba, po co ona tam w ogóle jest?...  :/ I co tak naprawdę zagłusza nasze serca?  Wybaczcie- rozpisałam się, a miało być cicho i spokojnie...


Zdjęcia robione przez załzawione mżawką okna samochodu, a więc nieco przemglone. Zostawiłam je w takim stanie, bowiem nadają nieco tajemniczości obrazom późnej jesieni.



...a tu owa maszyna w przybliżeniu- nawet nie wiem co to jest i do czego może służyć, czy służyła, bowiem wygląda mi na eksponat bardziej, niż na taką, która dziś może służyć człowiekowi.


Pozdrawiam Wszystkich zaglądających i dziękuję za przemiłe komentarze, które niewątpliwie dodają skrzydeł.
Jadwiga

Popularne posty

1748/ Kocia ciekawość...

1741/ Potrzebowała zmian...

1745/ Moje poczynania i podaj dalej...