"Przeszkody""...

"Przeszkody są nam potrzebne, aby nie zaginęła w nas siła woli"...
Zasłyszana myśl raczej nie napawa mnie optymistycznie- choruję nadal i tracę tę wolę... Tracę nadzieję, że nadchodzący tydzień przyniesie zmiany na lepsze :/ By stawić czoła chorobie, wymuszam na sobie drobne prace wynikające z zakończenia remontu. Nie wszystko jednak potrafię sama zrobić, choć wyobraźnia podpowiada wiele pięknych rzeczy. Nie potrafię przenieść tych obrazów na rzeczywistość- przydałby mi się ktoś do aranżacji wystroju mieszkania. Tym czasem pozawieszałam w mojej galerii- na kawałku ściany- obrazy haftowane przeze mnie w czasach, gdy jeszcze pozwalał mi na to wzrok.





Denerwują mnie białe drzwi licznika i mam zamiar przemalować je na taki sam kolor, w jakim mam zabudowę- czyli popielaty, albo po prostu okleję je okleiną meblową o takim samym, co zabudowa, kolorze. Z drzwiami wejściowymi do mieszkania, zrobię podobnie...
Co do okna w pokoiku- czyli przyszłej sypialni- stanęłam w miejscu, bowiem na bocznej ściance od nowa powstaną półeczki książki, wszelkie zdobyczne cudeńka i moje prace. Wtedy dopiero pomyślę o firankach, bo nie ma ona sięgać od ściany do ściany, ale tylko na szerokość okna.
A tak teraz wyglądają nagie: ścianka i okno...



Chciałabym już mieć wszystko pokończone, ale w tym miejscu zaczynają się schody :/ Zrobienie nowych półek potrwa, toteż cały mój "kreatyw" w różnych miejscach, co niewątpliwie wpłynie ujemnie na tworzenie :/ Półki na bocznej ściance będą meblowe, natomiast marzą mi się szklane półki nad biurkiem ;) Oczywiście biurka już tu nie będzie- myślę o kupnie na pchlim targu sekretarzyka, który marzy mi się od wielu lat, od kiedy babcia spaliła cudownie zestarzały sekretarzyk, po śmierci dziadka- zresztą, jak wiele innych wspaniałości. A było to jakieś 30-40 lat temu :/ Ale dość utyskania- czasu nikt już nie wróci...
Kolejną niespodzianką dzisiejszego dnia obdarzyła mnie sama natura, gdy rano spojrzałam za okno...




...nie mogłam się nadziwić wędrującej mgle- ponad nią i nad nią, niemal czyste powietrze, a ona, gęsta i tajemnicza, przeplatała się pomiędzy drzewa i krzewy. Zdjęcia nie oddają wrażenia chwili :) 
Wieczorem natomiast zachodzące słońce wzbudziło odrobinę trwogi...



By całkowicie nie zgorzknieć wykonałam karteczkę, którą mogę opisać krótko: "słoneczna", i jak zwykle, z tego, co pod ręką :)




Dziękuję serdecznie za odwiedziny i pozdrawiam Wszystkich cieplutko :)

Popularne posty

1789/ Craft Party...

1792/ Nie tylko babskie spotkanie...

1796/ Piątek- trzynastego...