Końca nie widać...

...a remont trwa i trwa i trwa... i końca nie widać :/ Chciałabym już posprzątać i poukładać wszystko... a co za tym idzie, wrócić do tego, co trzyma mnie przy życiu- do przekładania wyobrażeń na kartki i papier. Chciałabym już pościągać z zakamarków i domów przyjaciół wszystkie papiery, narzędzia i przydasie. Chciałabym już wrócić do swojej codzienności, czyli do tworzenia. Idą święta, kartek potrzebuję mnóstwa, dla tych, których kocham, dla przyjaciół, a przez ostatni rok doszło jeszcze parę osób, których też pragnę obdarować czymś od siebie- od serca. Bowiem należy się Im za życzliwość, troskę, dobra słowo- po prostu za obecność ;)  Jakimś niewytłumaczalnym cudem znalazłam w tym bałaganie ładowarkę do aparatu fotograficznego, i mogę porobić zdjęcia z aktualnego frontu "walki" z kurzem, nieładem, chaosem, z niemocą... A tak oto w tej chwili wygląda moje, i bez tego bałaganu, ciasne mieszkanie... :/



Poszerzone wejście do "dużego" pokoju w trakcie wykańczania- myślę, że się przyzwyczaję do tej "bramy". Poszerzyliśmy wejście do pokoju, bowiem już dawno wymontowaliśmy drzwi, gdyż zajmowały dodatkową przestrzeń, a nie korzystaliśmy z nich. I gdyby nie ten licznik w mieszkaniu, to i ten kawałek ścianki by wyleciał- (kto wymyślił liczniki w mieszkaniach!? :/  )



...i wąziutkie przejście, a właściwie drzwi, do przyszłej sypialni


 ...i powrót do kuchni, w której panuje totalny bałagan. Powiesiłam jednak sobie firankę, by choć po części poczuć się jak w domu a nie jak na placu budów...


Biureczko będzie wymienione na stół, gdyż przyjdzie większy komputer (czeka u syna w mieszkaniu) i zabraknie wtedy miejsca na moje poczynania z papierem. Niestety, tu będzie mój kącik kreatywny- a może stety?... Życie pokaże ;)


Spośród 7 storczyków zostało 6- jeden nie wytrzymał tego wszędobylskiego kurzu i padłbył w dwa dni (a może nie od kurzu, a z innych powodów?...) Fakt, faktem- kwitną jeszcze tylko trzy, pozostałe "odpoczywają" :) Po remoncie wrócą do "siebie", a póki co, podrażniają moje nozdrza zapachem podłoża


...no i mam "wgląd" na to, co dzieje się za oknem- szczególnie na wszędobylskie gołębie, których ilość mnie przeraża. Najmilsze oczu jest "podglądanie" Pani jesieni zmieniającej swoje suknie na coraz bardziej kolorowe. Wczorajszy wiatr poszarpał je nieco, ale i tak do twarzy w nich Pani jesieni. Pomimo pochmurnego nieba wyjdę dziś na spacer, by porobić jeszcze trochę zdjęć Pani jesieni, bo jak jeszcze ze dwa- trzy dni podmucha, to drzewa pozostaną nagie do wiosny i będę oczekiwać zimy, by pokryła je puchowym płaszczem bieli. Zanim jednak wybiorę się na spacer, pragnę Wszystkim podziękować za obecność na moim blogu, za komentarze, za miłe słowa...
Pozdrawiam jesiennie


Popularne posty

1789/ Craft Party...

1792/ Nie tylko babskie spotkanie...

1796/ Piątek- trzynastego...