O drugiej trzydzieści w nocy...

Jest godzina 2.30 a ja siedzę z kubkiem aromatycznej kawy w ręku i nieprzyzwoicie zajadam się lodami czekoladowymi. ;) Ale nie o tym chciałam. Bardziej w tej chwili fascynuje mnie modlitwa, a właściwie jej tekst, który jest niezwykły. Jest jak poezja. I z tego miejsca pragnę podzielić się z Wami tą modlitwą
"Spraw, o Panie, abym nie stracił nigdy smaku zadziwienia. Udziel mi łaski zachwytu. Daj mi oczy szanujące wszystko, co stworzyłeś- oczy uważne, oczy pełne wdzięczności. Panie, naucz mnie zatrzymywać się- dusza żyje przerwami... Naucz mnie ciszy- tylko w ciszy można zrozumieć to, co zostało poczęte w ciszy.
Wypisałeś wszędzie swoje myśli- spraw, abym umiał odczytywać Twoje słodkie pismo w trawach i strzyżonych klombach, Twoje przestrogi w falach wzburzonego morza.
Zostawiłeś nam swoje odciski palców- spraw, abym potrafił je dostrzec w kropkach biedronki, w migających gwiazdach.
Wszystko bowiem jest Świątynią, wszystko jest Ołtarzem.
Uczyń mnie, Panie, uważnym na zdumienia, abym zrozumiał świętą liturgię słońca, łagodną liturgię kwiatów- abym poczuł tę nić przewodnią przepływającą przez wszystkie zjawiska... i niechaj rośnie zachwyt w mojej duszy..."
Aby bowiem pojawił się w nas zachwyt, musimy umieć wzruszyć serce. Aby pojawił się zachwyt, musimy nauczyć się pielęgnowania uczuć:
- trzeba skosztować ogrodowego owocu...
- trzeba umieć słuchać cykady i polnego świerszcza...
- trzeba dotykać śniegu i liści...
- trzeba poczuć wibrację uderzonej ziemi, poczuć stałość kamienia...
- trzeba wąchać pieczone kasztany...
Potrzebujemy powrotu do kontaktu z przyrodą- tyle razy ile jest to możliwe wyruszajmy na spotkania z naturą, aby zatrzymać się i podziwiać to, co na co dzień obchodzimy z obojętnością...
Ileż to razy bowiem zaprzepaściliśmy możliwość zachwytu?...

Popularne posty

1789/ Craft Party...

1792/ Nie tylko babskie spotkanie...

1796/ Piątek- trzynastego...