Granthamskie spotkania z naturą

Wzięłam ze sobą aparat fotograficzny i prawdę mówiąc nie miałam polotu, by robić zdjęcia. Poza tym, tu w Grantham nie bardzo jest co fotografować- ot najzwyklejsze pod słońcem miasteczko, bez zbytnich obiektów godnych na fotografowanie. Natura także do tej pory senna... Dziś jednak moim oczom ukazało się parę rzeczy, które postanowiłam zamknąć w kadrze. Zapewne nie znalazły się nagle, musiały już tu być, ale ja jakoś ich nie zauważałam, zapatrzona w siebie?... w swoją tęsknotę?... w Bóg wie jeszcze co?...
Oto i one w całej swej okazałości, które mnie zachwyciły swoim widokiem...
Oto bladoróżowy mak z fioletowo-brązowym wnętrzem...


...ten pomarańczowo- czerwony, chyba jaszcze większy od poprzedniego, z makówkami wielkości niemal piłki  golfowej...


 - zdjęcia nie oddają ich piękności...


A na jednym d dachów, wprost z komina (pewnie nie używany) wyrasta sobie coś, co z daleka przypomina pnącą różę- nawet jest kwiat, ale niestety nie zrobiłam zbliżenia :/ - jak nie zapomnę to jutro jeszcze raz pójdę w tamto miejsce i z własnej ciekawości, co to za ziele, zrobię temu zbliżenia ;)


A tu obsypana gęstym kwieciem gałąź "przelewająca" się zza parkanu domostwa.


Wzdłuż działek (tak, oni też tu mają działki- prawdziwe- bez domów mieszkalnych), graniczących z parkiem, taki oto krzew, którego kwiaty kwitną jakby związane w bukiety.



Tak na marginesie- wieża katedry, która góruje nad miasteczkiem i widać ją z każdej jego strony- trudno się tu zgubić- prędzej pogubię się w Fordonie, szczególnie w nowych jego dzielnicach ;)
-niepozornie wyrasta między drzewami (też zapomniałam o zbliżeniu) :/


 ... i kurka wodna- jest ich tu sporo- zachęcona przeze mnie okruszkami nie obawiała się podejść bliżej
-jadła okruszki chleba niemal z ręki...


 Leniwe kaczory czyszczące wiecznie swoje pióra nad równie leniwie przepływającą przez park rzeczką.
Kaczek jest tu mnóstwo- zdarza się je "spotkać" na dachach domów- niechcący skasowałam jeden taki dowód ich możliwości ;)


Najwięcej mojego zainteresowania wzbudził biały bez, o kwiatach tak świeżych, jakby dopiero co rozkwitły. wszystkie pozostałe bzy, a rośnie tu ich sporo, różnej maści, już dawno pozasuszały swe kwiaty, a ten jakby wbrew naturze postanowił zachwycić swym wspaniałym kwieciem i zapachem :) 


Dzisiaj na tyle- to jedna strona parku- jutro być może porobię zdjęcia jego następnej części, gdzie na pewnym odcinku graniczy z pastwiskiem :) Takie to małe miasteczko. By je obejść spacerkiem potrzeba półtora godziny. Powtarzam- spacerkiem...
Dziękuję za cierpliwość, uwagę i pozdrawiam ciepło ze słonecznego o tej godzinie Grantham.
A do godz. 13 było pochmurno i 16 st.

Popularne posty

1786/ Niekończąca się kartka- jak zrobić...

1789/ Craft Party...

1792/ Nie tylko babskie spotkanie...