piątek, 24 marca 2017

1698/ Ekspresowo na LemonCraft...

Kartka poczyniona jakiś czas temu, ale wciąż mi w niej czegoś brakowało. Kwiatki dostałam od Madzi, które niewątpliwie wpasowały się w klimat wzoru papierów i kartki wyczekującej wiosny. Tym sposobem zaczęło się na niej coś dziać, oprócz upływu czasu, czy może zbliżającej się godziny nadejścia wiosny (o której zapukała do drzwi?- 11.29 astronomiczna). Kolejne dni przeleżała, a właściwie eksponowała się na na biurku oparta na sztaludze (mini). Wczoraj, robiąc porządki trafiłam na rameczkę, którą natychmiast przytwierdziłam obok kwiatów, ale nadal było mi mało, więc wypełniłam nieco wnętrze ramki koralikami. Teraz jestem z pracy zadowolona. Prawdę mówiąc, straciłam wenę do kartek- tyle czasu już ich nie tworzyłam, a do stworzenia tej wykorzystałam m.in. papier z LamonCraft: "Dom Róż", notabene, uwielbiany przeze mnie :)  I tak, z gotową pracą, natrafiłam na ekspresowe wyzwanie rodzimego producenta tych pięknych papierków, trwające na profilu LemonCraft na FB :) <3



















Podlinkowany banerek prowadzący do wyzwania- może ktoś się skusi?... ;) 

Zdjęcie użytkownika Gosia Metryka.

wtorek, 21 marca 2017

1697/ Trochę pokory...

Taaa... Do tej pory byłam przekonana, że jak się zaprę; że jak będę na tyle zdeterminowana, to nie będzie dla mnie rzeczy niemożliwych do zrobienia. Jakże się myliłam wobec siebie. Widać, nie znałam dobrze siebie do tej pory, albo nie dopuszczałam innej myśli, niż tę, która stawiała mnie niemal na piedestale. No cóż, czas spojrzeć w lustro i spokornieć. Wspominałam Wam w jednym z poprzednich postów o szydełku. Hmmm... Niestety, za jego porzucenie lata temu, dziś mi się odwdzięcza tym samym i nie układa się odpowiednio w dłoni między palcami.:p Z kwiatuszków szydełkowych więc nici :p Kolejna sprawa to kwiatuszki papierowe. Odwiedzając Wasze blogi trafiłam u Dorotki na kursik, z pozoru łatwych do wykonania kwiatków. Z pozoru, bowiem te, które wykonałam gapiąc się kadr po kadrze na filmik, stwarzają pozory kwiatów. Nawet pręciki nie dodały im blasku :p Następna rzecz to podjęcie decyzji, po powrocie ze szpitala, o "reorganizacji", a właściwie, znacznym "zmniejszeniu" przydasi, których przez lata nagromadziłam nazbyt wiele, jak na moje możliwości twórcze. No cóż, na podjęciu decyzji się skończyło. A teraz spoglądam w ich stronę z niechęcią z perspektywy biurka, nie robiąc w tym względzie nic. Bowiem jak sobie pomyślę, że trzeba to wszystko wyjąć z półek, szuflad i szaf, poustawiać tak, by można było swobodnie się poruszać między nimi do fotografowania, potem z powrotem to wszystko pochować (być może się zmieści), to, prawdę mówiąc, odechciewa mi się. Przychodzi zatem taka refleksja, że być może ta choroba była mi po coś dana. Niewątpliwie, znacznie mnie ogranicza na każdym froncie :p Ale dość utyskiwania. Przyszłam dziś do Was z wykończonym notesem, poczynionym na ostatnim babskim spotkaniu z okładką przyozdobioną metalowymi elementami: kluczyk, róża, zegar, narożniki. Rurka zaś papierowa.  











Niestety, kwiatkami nie mogę się pochwalić, bo pomimo szczerych chęci ich poczynienia, wyszły mi maszkarki po godzinnym składaniu metodą prób i błędów, póki skończył mi się arkusz brystolu. Z całej zabawy jedynie parę można by uznać za dopuszczalne do zdobienia pracy, a tylko trzy do sfotografowania, by się nie zarumienić  :p Oto i one. 





Mięciutka mata, widelec, klej, końcówka długopisu- wszystko w zasięgu ręki jak u Dorotki, 
ale w moich łapkach "narzędzia" nie sprawdziły się, jak i nie sprawdziły się same łapki :p 

poniedziałek, 20 marca 2017

1696/ Przed i po...

Napotykając na początku marca wyzwanie u Uli, zapragnęłam dołączyć do niego, pobierając banerek na pasek boczny; dla pamięci. Problem stanowiły materiały z BloomCraft, których już nie miałam, po wykonaniu kilku,z nich, prac. Ale Ulka w odpowiedzi na mój komentarz, opowiedziała się, że nie ma obowiązku użycia Jej papierów. Praca, którą dziś prezentuję miała swoją zajawkę, bo została wykonana w owym czasie, ale z pewnych względów nie mogłam, a właściwie nie chciałam , jej publikować, bowiem była przeznaczona na ozdobne wykończenie większego projektu. Losy jednak potoczyły się inaczej, owej pracy i moje, toteż wylądowała na półce.... ku zapomnieniu :p Taaa... Banerek o wyzwaniu sobie, pamięć sobie, a życie i tak czego innego od nas wymaga i oczekuje. Dopiero dziś przypomniało mi się o wyzwaniu, gdy odwiedziłam bloga Uli z postem, który wywołał we mnie wspomnienia, kiedy to ja zaczynałam przygodę z papierami. A był to 2005 rok; kawał czasu... Kawał i nie kawał, lata bowiem minęły jak z bicza strzelił ;) Zaczynałam od recyklingu; moje pierwsze kartki tworzyłam na bazie kartoników po rajstopach, "pleców" bloków technicznych czy rysunkowych. Ozdabiałam je papierami do pakowania prezentów, a nawet rozcinałam torebki prezentowe dla odzyskania ładnego wzoru, gdy wydawał się być ciekawy. Guziki, sztuczne kwiaty, którymi Mama się obstawiała, popsuta biżuteria, taśmy, tasiemki, koronki tudzież inna pasmanteria odzyskiwana z nienoszonej już odzieży, i wiele, wiele innych przydasi, w tym pudełek, kartonów, kartoników i najróżniejszych opakowań... Moje pierwsze albumy powstawały z kopert, tutek śniadaniowych, rolek po papierze toaletowym, a nawet karty do gry szły w ruch, nie wspominając o metkach odzieżowych... Ostatnie często też służyły jako elementy ozdobne, tagi czy zakładki. ;) Kto obserwuje mojego bloga, nie potrzebuje ode mnie zapewnień z linkami do tych prac (to zaoszczędzi mi mnóstwa wyszukiwania). Jednak najpiękniejsze w tym początkowym tworzeniu, było: duma i satysfakcja, że spod własnych łapek. A kwintesencją, nieopisana radość z obdarowywania najbliższych i przyjaciół.  Dziś jeszcze większą czerpię radość z tworzenia i obdarowywania, jakby jutrzejszy dzień już nigdy nie miał nastąpić... :p <3   
Ulka (wiem, że zagląda), dziękuję za ten artykuł, który niewątpliwie pozwala zachować pokorę wobec tych, którzy są na początkowym etapie tworzenia.
A oto i mój twór; przed było opakowaniem po elementach zdobniczych... Po jest ozdobą, którą od początku tworzyłam z przeznaczeniem na okładkę albumu, inspirując się kursem z sieci. Album też jest już gotowy od nastu dni, ale tak jakoś zeszło :p






















Jak zauważyliście, w tej pracy też użyłam wielu przydasi recyklingowych:
kolczyk bez pary, guzik, korale nanizane na drucik po kwiatku, 
kryształki odprute od t-sherta wyczajonego na szrocie za złotówkę, właśnie dla nich,
 buteleczka z zawartością, czyli z tipsami do paznokci przywleczona z innymi ze szrotu...
Są też kupne elementy, znaczy się; kreatywne.
A tak pojemniczek na elementy kreatywne wyglądał przed ;)



Potraktowany na brązowo, ecoline ;)


Spód (plecy) pozostawiałam naturalne...


Mam nadzieję, że za moim pośrednictwem i Wy się zainspirujecie, 
zanim jakiekolwiek opakowanie wyląduje w koszu :p

Podobne

Related Posts Plugin for WordPress, Blogger...